Przygotowanie do śmierci jako akceptacja nieuniknionych rzeczy.
Bardzo
często wracam do książki „Oscar i Pani
Róża” Eric Schmitt, która ukazuje nam, jak pomagać w momencie śmierci, jak
przygotowywać do śmierci, w chorobie - w jaki sposób pomagać drugiemu w
zaakceptowaniu pewnych nieuniknionych rzeczy. Czego nie należy robić a co
powinno się robić.
Historia
chłopca o imieniu Oskar pokazuje nam drogę dojrzewania do śmierci. Z jednej
strony jest ona przez wielkie cierpienie, ale także przez radość, łzy szczęścia
i życzliwe mu osoby.
Oskar
otwarcie mówi o tym, co czuje, co widzi i dlatego też bardzo często cierpi z
tego powodu. Jest mały, nie rozumie wielu spraw, sytuacji a nikt nie chce mu
tego wytłumaczyć. Postawa doktora, o której wspomina na samym początku jest
bardzo częsta w dzisiejszych czasach. Uświadamia mi to, że takie dziecko
odczuwa, widzi i czuje się źle z sytuacją, która go przerasta; domyśla się
prawdy, ale na wszelkie pytania słyszy albo wykręty, albo zapada głucha cisza.
Nikt nie chce z nim rozmawiać o tym, że umiera a on wyobraża sobie rzeczy,
które jeszcze bardziej sprawiają mu ból. Nie ma jasności. Jednak ludzie nie
rozmawiają z nim o śmierci, bo sami się boją i nie umieją na ten temat
rozmawiać.
Dobrze,
że jest ktoś taki, jak wolontariuszka ciocia Róża. Ona dzięki swojemu „darowi”,
pomaga mu przejść przez to doświadczenie, proponując drogę 12 dni. Każdy dzień
to dziesięć lat. Dzięki tej metodzie terapeutycznej chłopiec ma możliwość
wzrastania, dojrzewania, dotykania rzeczy, których w rzeczywistości nigdy nie
zazna, a które pomagają mu nie myśleć tylko i wyłącznie o śmierci.
Róża „wpada” na pomysł pisania listu do
Pana Boga. Chłopiec ma styczność z Bogiem, którego nigdy nie znał. Ona mu Go
pokazuje. Uczy go zaufania do Niego. Pięknym momentem jest ten, w którym idą
razem do kaplicy, bo Pani Róża chce mu pokazać miejsce, gdzie mieszka Bóg i
Oskar widzi Jezusa Ukrzyżowanego. Pierwszą reakcją Oskara jest bunt, jak to Bóg
cierpi, a także na to, że jest brzydki. „Kompletnie zbaraniałem, kiedy
zobaczyłem Twój posąg, stan, w jakim się znajdujesz, przykuty do krzyża.,
prawie goły, wychudzony, z ranami na ciele, twarzą, po której spływa krew od
cierni i głową ledwie trzymającą się na szyi. Pomyślałem o sobie. I zezłościłem
się. Gdybym był Bogiem, jak Ty, na pewno nie dałbym się tak załatwić.
- Zastanów się, Oskarze. Który z nich
wydaje ci się bliższy? Bóg, który nic nie czuje, czy Bóg, który cierpi?
- Ten, który cierpi, oczywiście. Ale
gdybym był nim, gdybym był Bogiem, gdybym miał takie możliwości jak on,
uniknąłbym cierpienia.
- Nikt nie może uniknąć cierpienia. Ani Bóg,
ani ty. Ani twoi rodzice, ani ja.”
Myślę, że to jest piękne.
Nie każdy umie w ten sposób tłumaczyć dziecku i w ogóle ludziom rzeczy, sprawy
dotyczące cierpienia.
Czytając tę książkę
możemy również dowiedzieć się czegoś więcej o postawie rodziców, zwłaszcza w
sytuacji, kiedy dziecko jest śmiertelnie chore. Nie potrafią pogodzić się z
tym, że ich dziecko umiera. Nie są w stanie rozmawiać z nim o tym, bo dla nich
największą tragedią jest jego utrata. Oskar
tego nie rozumie. Myśli, że są tchórzami, bo nie rozmawiają z nim o
śmierci, a kupują mu masę prezentów, aby tak naprawdę zagłuszyć wyrzuty
sumienia. Wszystko zaczyna pękać, kiedy to właśnie Oskar zaczyna mówić o
śmierci, ale zaczyna od tego, że oni też kiedyś umrą. Wtedy mury pękają i
chociaż nadal na pewno jest im bardzo ciężko to jednak zaczynają traktować go
jak kiedyś. Bo mają też świadomość tego, iż on wie, że umrze.
Jednak też w życiu Oskara jest czas na
bunt: Czemu twój Pan Bóg, ciociu, pozwala, żeby istnieli tacy ludzie jak
Peggy i ja?
- Całe szczęście, że powołuje was do
życia, Oskarku, bo bez was świat nie byłby taki piękny.
Nie. Nie rozumiesz. Dlaczego Pan Bóg
pozwala, żebyśmy byli chorzy? Albo jest zły, albo nie jest aż taki mocny.
Od
razu widać, że nie jesteś chora!
Bardzo często możemy się spotkać w życiu z
takimi sytuacjami, kiedy osoby chore, niepełnosprawne mogą zarzucić komuś, że
nie ma pojęcia o czym mówi, bo dana osoba nie jest chora. Według mnie należy naprawdę
bardzo uważać na to, w jaki sposób rozmawiamy z chorymi, z jakiej perspektywy
tzn. nie powinniśmy dawać im odczuć, że ktoś jest chory a ja zdrowy, bo według
mnie nie zawsze jest to dobre. Nawet nigdy.
Bardzo ważna rzecz jest
też opisana w tej książce a mianowicie zwrócenie uwagi na to, żeby nie skupiać
się tylko na sytuacji danej osoby. Już tłumaczę. Otóż, bardzo często ludzie nakręcają się i sprawiają, że świat powinien się kręcić
wokół danej osoby, mają jakieś prawa roszczeniowe itd. , wszystko im się należy
i inni się nie liczą. Zapędzają się i myślą, że tylko oni cierpią a wszyscy
inni nie.
To do nich podobne. Myślą, że ich
pokocham, kiedy zakują mnie w kajdanki...
- Co masz im do zarzucenia?
- Boją się mnie. Boją się ze mną
rozmawiać. A im bardziej się boją, tym bardziej mam wrażenie, że jestem
potworem. Dlaczego ich tak przerażam? Jestem aż taki brzydki? Śmierdzę?
Kompletnie zidiociałem?
- Nie boją się ciebie, Oskarze. Boją się
choroby.
- Choroba jest częścią mnie. Nie muszą
zachowywać się inaczej, dlatego że jestem chory, chyba że mogą kochać tylko
zdrowego Oskara?
- Kochają cię, Oskarze. Powiedzieli mi to.
- Rozmawiasz z nimi?
- Tak. Są bardzo zazdrośni o to, że się
tak dobrze rozumiemy. To znaczy może nie zazdrośni. Smutni. Smutni, że im się
nie udaje.
Wzruszyłem ramionami, ale złość trochę mi
przeszła. Ciocia Róża zrobiła mi drugą gorącą czekoladę.
- Wiesz, Oskarze, umrzesz któregoś dnia.
Ale twoi rodzice także umrą.
Zdziwiło mnie to, co mówi. Nigdy dotąd o
tym nie myślałem.
- Tak. Oni też kiedyś umrą. Samotnie. Ze
strasznymi wyrzutami sumienia, że nie udało im się pogodzić ze swoim jedynym
dzieckiem, Oskarem, którego bardzo kochali.
- Nie mów mi takich rzeczy, ciociu, bo
dostanę chandry.
- Pomyśl o nich, Oskarze. Zrozumiałeś, że
umrzesz, bo jesteś inteligentnym chłopcem. Nie zrozumiałeś jednak, że nie ty
jeden. Wszyscy kiedyś umrzemy. Twoi rodzice. Ja.
- Tak. Ale ja pierwszy.
- To prawda. Ty pierwszy. Ale czy z tego
powodu wszystko ci wolno? Czy wolno ci zapominać o innych?
- Zrozumiałem, ciociu. Zadzwoń do nich.
Nie
można pozwolić na pozostawienie tych ludzi w świecie egoizmu, bo nie o to
chodzi. Sytuacja, w której Oskar rozmawia z Panią Różą o jego rodzicach właśnie
nam to ukazuje.
Kolejnym ważnym
przesłaniem jest to, że nie wolno tracić nadziei! Nigdy.
Moment, w którym tłumaczy rodzicom, co to
jest życie dało mi dużo do myślenia. Nasunęły
mi się pytania: a jak ja traktuję i podchodzę do życia? Próbowałem tłumaczyć
rodzicom, że życie to taki dziwny prezent. Na początku się je przecenia: sądzi
się, że dostało się życie wieczne. Potem się go nie docenia, uważa się, że jest
do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. W końcu kojarzy się,
że to nie był prezent, ale jedynie pożyczka. I próbuje się na nie zasłużyć. Ja,
który mam sto lat, dobrze wiem, o czym mówię. Im bardziej się człowiek
starzeje, tym większym smakiem musi się wykazać, żeby docenić życie. Musi być
wyrafinowany, stać się po trosze artystą. Byle kretyn może cieszyć się życiem w
wieku dziesięciu, dwudziestu lat, ale kiedy człowiek ma sto lat, kiedy już nie
może się ruszać, musi uruchomić swoją inteligencję.
Piękne
słowa o Oskarze po jego śmierci ukazują nam coś, o czym nigdy nie możemy
zapominać, że tak naprawdę to Ci ludzie, chorzy, cierpiący dają nam znacznie
więcej niż my im. Bardzo często się zapędzamy w myśleniu, jak to my
jesteśmy dobrzy, ile dobrego robimy itd. To jest ważne. Pamiętajmy jednak o
tym, że tak naprawdę to my dostajemy więcej od nich i nie zapominajmy o tym,
aby im podziękować za to. Póki możemy!
Dziękuję Ci, że dałeś mi poznać Oskara.
Dzięki niemu byłam zabawna, wymyślałam legendy, znałam się nawet na zapasach.
Dzięki niemu śmiałam się i przeżywałam radość. Bardzo mi pomógł w Ciebie
wierzyć. Jestem przepełniona miłością, czuję, jak mnie pali, dał mi jej tyle,
że starczy na wszystkie następne lata.
Zachęcam do lektury lub ponownej lektury tej książki.
Komentarze
Prześlij komentarz